niedziela, 24 kwietnia 2016

Rua dos Remedios


Mała, wąska ulica, a można tu znaleźć wszytko. Tuż za rogiem kolejna, znów skręt i następna. Są ich miliony, lecz każda inna. Lizbona w starej części jest jak labirynt. Idąc do domu można trafić na co najmniej 20 różnych dróg do niego prowadzących. Co chwilę przystaje się, gdyż trudno w to uwierzyć.


Nie jest tu przytłaczająco mimo wielu zdobień i ich różnych rodzajów. Wręcz można powiedzieć, że ma w sobie lekkość. Jedno jest pewne, to miasto jest niepowtarzalne, jedyne w swoim rodzaju. Jako całość i pojedyncze elementy. Od pastelowych kamienic po błękitne kafelki. Każdy szczegół zachwyca. Większość elementów jednak nie jest wypolerowana, że można się w nich przejrzeć. To nie jest paryski Luwr. Tynk domów odpada i pokrywa się pleśnią, dachy domów uszczelniane są taśmą, mimo deszczu z okien zwisa codziennie pranie. W ogóle to nie przeszkadza, nadaje klimat i tworzy baśniowy urok.

Będąc tu nawet przez dziesięć dni, czy tydzień można odetchnąć i odpocząć. Poczuć się wolnym, nic nie robić. Chodzić, aby odkrywać nieznane. Cieszyć się ze swych osiągnięć. Cudowne wakacje. Mam wielkie szczęście, że to właśnie tu zdecydowaliśmy się przyjechać. Mając do wyboru wyspy Kanaryjskie, palmy i baseny, wybraliśmy Lizbonę, 10 kilometrów dziennie zdani na siebie. Nie narzekam.
Prócz klimatycznie podniszczonych dzielnic są również ekskluzywne z pomnikami i muzami.


Rua dos Remedios to nasza ulica. Tak jak wspomniałam na początku można tu znaleźć wszystko, od restauracji i sklepów z pamiątkami po sekretny obiekt wojskowy. Po wyjściu z domu znajduje się sklep z obuwiem; szpilkami i butami ortopedycznymi. Mięsny oraz piekarnia nazywana przez mojego brata "Sklep Chlebny". Oczywiście liczne kawiarnie i bary, z których o z mroku w świetle latarni dobiega cicha melodia fado.

Wszystko łączą sumiennie pnące się do góry wąskie schodki.

Słowa jednak nie zawsze są celne w opisie tego miejsca, mam więc nadzieję, że zdjęcia lepiej je przedstawią.












Jako, że zdjęć jest jeszcze dużo wkrótce powstanie post z ich kontynuacją :)







27 komentarzy:

  1. Witaj Maju,
    mam chyba z Tobą telepatyczną więź, bo po pierwsze: wybieram się za 3 miesiące do Lizbony i właśnie dziś przed południem "chodziliśmy" z moim mężem w google po jej uliczkach, po drugie: zajrzałam na Twojego bloga (a już chciałam wyłączyć komputer) - a tu proszę - coś dla mnie! :)
    Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy i czuję - to będzie świetny przewodnik! Twoje fotki jak zwykle zachwycające...
    Chwytaj tam każdą chwilę,niech lizboński wiaterek delikatnie wysmaga Cię promykami słonka...
    Czekam, serdecznie pozdrawiam,
    mama Maćka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry,
      To cudowna wiadomość i naprawdę zapowiadają się Państwu cudowne wakacje! :)
      Zdradzę więc, że planujemy stworzyć rodzinny przewodnik Suchanków po Lizbonie, ze szczegółami o "naszej" dzielnicy; Alfamie. Mam nadzieję, że uda nam się go stworzyć do czasu Pani wylotu. Może pomożemy ;), więc jeśli chciałaby Pani na taki przewodniczek zrzucić okiem, to z chęcią go skończonego podeślę :)
      Pozdrawiam serdecznie,
      Maja

      Usuń
    2. Ojej, dziękuję, bardzo chciałabym "rzucić okiem" na Twój przewodnik! Czekam z niecierpliwością!
      I pozdrawiam z pięknej Toskanii :)

      Usuń
  2. Lizbona to moje ulubione europejskie miasto! Widać, że kierunek rodzinnej podróży wybierała artystka ;) Monika K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba po tym wyjeździe też tak uważamy i na pewno wrócimy do pięknej Lizbony :)

      Usuń
  3. Zawsze lubiłem wracać z wakacji do domu, ogrodu, muzyki, rzeczy, które lubię na co dzień. Cieszyłem się nawet. Teraz, kiedy przed nami ostatnia noc mam nieznany mi dotąd stan. To nie jest wzruszenie, smutek nostalgia. To są krokodyle łzy! Takie wrażenia maluje Alfama i jej uliczki. Cudowna…
    Tato Mai

    OdpowiedzUsuń
  4. Fado to nostalgia, rodzi się pod portugalskim niebem.I chyba tatę Mai dopadł ten smutek. To nie są krokodyle łzy.
    Po powrocie okaże się.
    że tęsknota za Lizboną pozostaje na zawsze...

    OdpowiedzUsuń
  5. Śliczne zdjęcia! Jakim aparatem były robione?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :) Canonem EOS 7D i czasem iPhonem 6

      Usuń
  6. Nie byłam w Lizbonie. Ale zobaczyłam ją na Twoich zdjęciach z podkładem muzyki z niedzielnej Sjesty Marcina Kydryńskiego. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło. Cieszę się, że osiągnęłam swój cel, pisząc i robiąc zdjęcia do tego posta. A co do Pana Marcina Kydryńskiego, to będę miała małą ciekawostkę :)

      Usuń
  7. Ja też byłam w Portugalii. Lizbona to faktycznie cudowne miasto! A szczerze polecam oceanarium!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Oceanarium fantastyczne, byliśmy i wróciliśmy zachwyceni!

      Usuń
  8. Maju Wspaniała, zapisujemy się w kolejce na Wasz przewodnik po Lizbonie.
    Porównamy go z naszymi reminiscencjami, o tym "też naszym" mieście. Kisski!

    OdpowiedzUsuń
  9. Proponujemy założenie klubu LISBOA !

    OdpowiedzUsuń
  10. Cześć Maju! Chciałam tylko napisać że bardzo piękne ye zdjęcia.:-) ☺
    Pozdrawiam Ula <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Przepraszam za pomyłkę. Chciałam napisać te* . :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Maju dlaczego nic nie piszesz?

    OdpowiedzUsuń
  13. Maju, czemu nie piszesz?

    OdpowiedzUsuń
  14. Hej Maja! Cudowne zdjęcia! Buziaczki! <3��

    OdpowiedzUsuń