
Mówiłam, że będę się starać pisać częściej na blogu, a tu znowu długa przerwa bez postów. Mam nadzieję, że to już się nie powtórzy, tym bardziej, że mam wiele pomysłów i planów do zrealizowania na POST FOR FRIENDS :) Także biorę się do pracy, bo miniony tydzień był pełen wrażeń, o których muszę wspomnieć. Pierwszego czerwca, dnia kiedy chyba wszystkie dzieci świętowały, dostawały drobiazgi, my otrzymaliśmy świstek papieru! Potem jednak wszystko się wyjaśniło, kartka uznana przez nas za "śmieć" i żart okazała się biletem do cyrku. Od razu oczy się nam zaświeciły i zaczęliśmy skakać z radości. Nie dość, że jechaliśmy do Krakowa, miasta pełnego zabytków, muzeów i tętniącego życiem, to jeszcze mieliśmy zobaczyć Cirque du Soleil, znany nam z filmu (który zawierał autentyczne kawałki scen akrobatycznych, teatralnych, sportowych… cyrkowych, wszystko połączone piękną historią). Oczarowani tą opowieścią, jak i niesamowitością samych występów, zamarzyliśmy zobaczyć to na żywo. Więc te bilety sprawiły nam ogromną radość, a na dodatek szykował się niesamowity weekend w dawnej stolicy Polski. Ten wyjazd zapowiadał się fantastycznie, i taki też był. Pogoda dopisywała, słońce przygrzewało, w sobotę temperatura sięgała 36 stopni Celsjusza, a we Wrocławiu była duża ulewa i słoneczne promienie zanikły pośród ciężkich deszczowych chmur. Nie opowiedziałam o samej wizycie w cyrku, ale zajęło by mi to bardzo dużo czasu, gdyż każdy moment był niesamowity i zapadł mi na zawsze w mojej pamięci!


